sobota, 19 września 2015
Rozdział 4 "Cień"
O dwudziestej pierwszej dziewczynę zapiekł Mroczny Znak.
Ubrała się w szaty i maskę Cieni i ruszyła przed bramę skąd miała się aportować.
Aportowała się przed Riddle Manor weszła do dworku i przeszła przez długi korytarz aż do sali.
-Witaj panie-Powiedziała klękając i schylając pokornie głowę.
-Wstań moja droga i usiądź-powiedział co dziewczyna pokornie spełniła.
Dopiero teraz zwróciła uwagę że jest sam na sam z Czarnym Panem.
-Co mogę dla ciebie uczynić panie?-Zapytała.
-Mam dla ciebie nowe zadanie-Dziewczyna wyprostowała się jak struna.
-Słucham mój panie
-Masz zabić rodziców Hermiony Granger-Dziewczyna wciągnęła powietrze ze świstem.
-Panie...nie chcę podwarzać twoich decyzji ale ich pilnuję połowa Zakonu Feniksa...Jeśli mogę zapytać-Spojrzała Voldemortowi w oczy na co skinął-Jeśli mi się nie uda co się ze mną stanie?-Zapytała.
-Niestety masz rację o tym że Zakon pilnuję tych mugoli...Jeśli ci się to nie uda czekają cię tortury-spojrzał w jej oczy-lecz nie zabiję cię...jesteś mi potrzebna...Ci mugole mają tylko zaspokoić twoją żądzę-uśmiechnął się perfidnie na co jej alter ego zawyło ze szczęścia-Shadow daje ci się zapewne we znaki-syknął
-Shadow to ja panie Patrycja to moje alter ego-zaśmiała się paskudnie.
-Dobrze nie zatrzymuję cię moja droga idź...na zabicie tych mugoli masz czas do końca następnego tygodnia.
-Dobrze-powiedziała i dopiero gdy w jej stronę poleciało Crucio zrozumiała że zapomniała o "panie"-Przepraszam panie-powiedziała i na trzęsących nogach podniosła się-Do zobaczenia mój panie-powiedziała i wyszła.
Aportowała się do Hogwartu i ledwo udało jej się dojść niezauważenie do zamku.
-Jeszcze muszę iść do lochów-powiedziała do siebie i przypominając sobie w jakim jest stroju zmieniła go resztką sił na swój normalny lecz maskę trzymała w ręce.
Przechodząc koło gabinetu Mistrza Eliksirów przyszło jej coś na myśl więc zapukała.
Gdy usłyszała zimne wejść weszła ledwo stojąc na nogach.
Pierdolony Voldemort jego Crucio to nie zabawka-warknęła w myślach
-Czego White-Warknął
Stanęła przed nim.
-Jest pan po stronie Zakonu?-Zapytała prosto z mostu.
Snape spojrzał jej w oczy czuł że musi jej powiedzieć prawdę.
-Tak
-Niech pan chroni rodziców Granger-oznajmiła
-Przed kim i dlaczego?-Zdziwił się
-Przede mną.Dostałam zadanie od Czarnego Pana pod tytułem "Zabaw się i zabij rodziców Granger" jeśli nie wykonam zadania będzie mnie torturował-oznajmiła.
-Masz zamiar je wykonać?-zapytał
-Nie ale jeśli Voldemort będzie wiedział że się starałam to tortury będą o trochę lżejsze-powiedziała
-Dlaczego mówisz to mi?-zdziwił się.
Nic nie odpowiedziała tylko wyjęła różdżkę,przywołała myśloodsiewnię z pokoju i przyłożyła różdżkę do skroni wyciągając szaro-niebieską niteczkę i wkładając ją do myśloodsiewni.
-Niech pan zobaczy-szepnęła.
Snape z dziwnym uczuciem włożył głowę do naczynia.
~Pojawił się w White Manor~
-Ty głupia dziewucho!-Ryknął John White na córkę-Dlaczego nie dostałaś żadnego zadania na ostatnim zebraniu?!-Krzykną i uderzył córkę w twarz tak że ta się przewróciła.Widzą to rzucił na dziewczynę Crucio.
--Nie!Ojcze proszę!Ja naprawdę się staram!Mam dostać zadanie w sobotę na zebraniu!Błagam ojcze przestań!-Ojciec zdjął z niej zaklęcie
-Mam taką nadzieję bo inaczej będzie z tobą źle-sykną w jej stronę i odszedł a dziewczyna zalała się łzami.
~Obraz się zmienił i teraz dziewczyna siedziała po turecku na pomoście~
-Gdzie ty jesteś gdy cię potrzebuję?Gdzie jesteś gdy płacze?Śmieje się?Dorastam?Nie wiem ale może tak miało być.Miałaś zniknąć...Miałam cię nie poznać.Ale dlaczego teraz czegoś mi brakuje?Niema ciebie...jego nie chcę znać...Wiesz pewnie jutro dostanę misję od Czarnego Pana...ale ja nie chcę.Kiedyś wielbiłam Voldemorta ale teraz gdy wiem jak to jest być Śmierciożercą chcę wrócić-Patrycja White mówiła patrząc na wodę-Chciałabym wrócić na pewne rozstaje dróg i wybrać inną drogę...Gdyby nie ojciec zapewne teraz byłabym po stronie Zakonu-Zaśmiała się smutno-Niestety muszę zachowywać się jak ślizgonka i maskować mroczny znak-Zakończyła i spojrzała przed siebie.
Snape widział jak w jej stronę idzie trójka gryfonów.
-White-Patrycja odwróciła się i uśmiechnęła ironicznie.
-A cóż to sprowadza Złotą Trójcę w moją stronę-uniosła ironicznie brew.
-Dlaczego się tak zachowałaś po tym co powiedział Ron?-Zapytała Hermiona.
Patrycja wstała i powiedziała.
-Niech cię to nie obchodzi...szlamo
-White,chyba nie rozmawiasz z Wiem-To-Wszystko,Głupotterem i Wieprzelejem?-Zadrwił
Ron zrobił się czerwony ze złości.
Patrycja widząc to powiedziała.
-Nie Draco...skąd...przecież nie rozmawiałam z nimi
-Ta jasne a ja jestem Trawley-Zaśmiał się i zwrócił do w stronę Granger-Szlama nie może rozmawiać z czysto krwistymi-uniósł dumnie głowę.
-Nie mów tak o niej-syknął Weasley i równo z Malfoyem wyciągnęli różdżki.
Muszę działać-pomyślała Patrycja i weszła pomiędzy ich różdżki tak że Ron celował w jej plecy a Draco w brzuch.
-Draco przestań-szepnęła
-Shadow odsuń się-Zwrócił się do dziewczyny jej drugim imieniem-Spór między mną a Weasleyem zakończy się teraz i uwierz poświęcę twoje życie i zdrowie bym wygrał-Warknął
-Jakież to ślizgońskie-powiedział Potter
-Rzucaj więc zaklęcie-powiedziała dziewczyna
Malfoy zawahał się przez chwilę po czym...
-Sectumsempra-szepnął nie zastanawiając się co robi.
Dziewczyna wydała z siebie zduszony jęk.
~Obraz się zmienił dziewczyna stała na tym samym pomoście i krzyczała~
-Dlaczego zawsze ja muszę mieć to chore nieszczęście!Jeszcze jutro dowiem się o kolejnej misji no po prostu zajebiście!-Krzyczała potem spojrzała przed siebie-Tego chciałaś zostawiając mnie z nim?!Tak miało być?!Tego chciałaś?!Zostawiłaś mnie choć wiedziałaś co on ze mnie zrobi!Nienawidzę cię Mamo!Wolałaś uciec od Ojca zostawiając mnie z nim!Nienawidzę cię bo doskonale widziedziałaś co ze mnie zrobi ale nie uchroniłaś mnie od tego!-Krzyczała.Zawsze zakładała zaklęcia wyciszające tak że słyszano ją tylko z dziesięciu metrów i zawsze to robiła,zawsze w tym miejscu patrząc w dal.Zawsze miała nadzieję że jej matka pomoże jej z tym całym złem czy choćby usłyszy to co krzyczy-Nie chcę już służyć Czarnemu Panu chcę wolności!Nie chcę być Cieniem!Ale co cię to obchodzi!Co cię obchodzi że muszę udawać!Przed całym Hogwartem roześmianą ślizgonkę a przed Voldemortem bezwzględnego,bezdusznego POTWORA!-Zwinęła się w kłębek i płakała.
Snape wrócił do gabinetu gdzie dziewczyna siedziała na fotelu i patrzyła pustym wzrokiem na ścianę.
-Chciałaś być po stronie Zakonu-zapytał zdziwiony na co skinęła głową.
-Ale nie jestem samobójcą gdyby ojciec się dowiedział nie bawił by się w Crucio tylko odrazu dostałabym Avadą.
-Możesz być po naszej stronie i szpiegować Voldemorta-oznajmił.
-Szpieg może szpiegować-zaśmiała się pusto i spojrzała na niego-Dlaczego mi ufasz?Równie dobrze mogłam dostać od Czarnego Pana zadanie by szpiegować Zakon-oznajmiła.
-Po prostu ci ufam-dziewczyna ze zdziwienia aż wstała.
-Ufasz mi?-zdziwiła się.
-Tak.
-Idziemy do Dumbledora-powiedziała-Złożę przysięgę i zaplanujemy co zrobić z moją misją.
-Idziemy-oznajmił.
#Ach wena dziwne dziś wstawiłam już cztery rozdziały i prolog ;) Patka
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz