piątek, 4 września 2015

Rozdział 1 "Wilkołaczka i Mistrz Eliksirów"



Histora zaczyna się na szóstym roku w Hogwarcie,klasa Ślizgonów miała właśnie rozpocząć Eliksiry z Gryfonami.Patrycja White siedziała przed klasą i czytała książkę pod tytułem "Eliksiry Zapomniane".
Patrycja nieźle się namęczyła w jej poszukiwaniu zaczynając od szkolnej biblioteki na Nokturnie kończąc.To właśnie tam na Nokturnie w starej księgarni znalazła księgę,wiedziała że za tę książkę mogła trafić do Azkabanu,bo wycofali je dawno temu podkreślając,że z jakichś powodów zostały zapomniane.Patrycja nie była głupia i wiedziała że musi się zabezpieczyć żeby jak to "grzecznie"ujęła nikt jej nie podpierdolił o tą książkę także rzuciła masę zaklęć maskujących.Po kilku minutach zamknęła książkę i schowała do torby poto aby zachwilę zobaczyć Mistrza Eliksirów trzaskającego drzwiami."Żadna nowość"-Pomyślała
-Wchodźcie-Powiedział a raczej wywarczał.Patrycja zajęła "swoje" stanowisko i wyjęła podręczniki.
-Uwarzycie dziś Amortęcję.Składniki macie...-machnął różdżką-...na tablicy-syknął w naszą stronę i usiadł za biurkiem.
Podręcznik do Eliksirów klas szóstych
Amortencja jest to najsilniejszy eliksir miłosny w czarodziejskim świecie. Wystarczy jedna mała kropelka i dana osoba zaczyna pałać do nas obsesyjnym uczuciem.
 Amortencja powinna mieć perłowy blask, a nad nią powinny unosić się charakterystyczne spirale.
Składniki są następujące:
-5 płatków irysów (najlepiej zebranych o północy)
- skórka pomarańczy
- korzeni mandragory
-zarodnik paproci.
Wszystko dodajemy do wrzącej wody.
Każdy człowiek zapach amortencji odczuwa inaczej. Woń wywaru kojarzy mu się zawsze z zapachami, które są dla niego najprzyjemniejsze.
Patrycja przeczytała całą stronę i podpaliła ogień pod kociołkiem.Lubiła warzyć Amortęcję choć był to eliksir przy którym trudno jej było kontrolować odruchy to lubiła zapach wydobywający się z kociołka zawsze przypominał jej że ma do kogo wrócić po śmierci rodziców.Dodawała właśnie ostatni składnik kiedy to poczuła ktoś próbował wejść do jej umysłu nie była dobra z Oklumencji i Legilimencji więc nie miała jak się bronić,widziała niechciane obrazy: 
~Będziesz gnębić Snapa?-powiedział wysoki mężczyzna około czterdziestu lat
~Niema mowy-powiedziała.
~No to dostaniesz nauczkę-powiedział i uderzył dziewczynę.
~Jak możesz być taką szują-wyszeptała dziewczyna
~Nie będziesz tak do mnie mówić!Crucio!-Warknął ojciec a dziewczyna krzyczała z bólu.
Obrazy się zkończyły a ona wróciła do Sali Eliksirów nie wiedziała kto wszedł do jej umysłu, była za to zła sama na siebie.I to jeszcze takie wspomnienie.Rozejrzała się po sali i zobaczyła chytry uśmiech Zabiniego.
-Cholera-Warknęła pod nosem i po chwili zobaczyła że wrzuciła zły składnik obruciła się do nauczyciela i krzyknęła na klasę sama zakładając zaklęcia na kociołek.-Na ziemię!-wszyscy znali tę komęde i prawie cała klasa teraz leżała na ziemi...Prawie bo...
-Granger!-...stała i patrzyła na kociołek.W jednej chwili Patrycja znalazła się przed Granger i zasłoniła ją swoim ciałem.W następnej chwili kawałek kociołka wbił się pannie White w brzuch,lewą nogę i prawą rękę a  dziewczyna osunęłą się na kolana po czym zaczęła pluć krwią.
-White!-Krzyknęłą Granger i uklękła koło niej.-Profesorze proszę jej pomuc!-Krzyknęła a Mistrz Eliksirów podszedł do Patrycji,uklęknęł i powiedział
-Wypad z klasy kretyni,Potter biegnij po panią Pomfrey!-krzyknął Snape-White nie zasypiaj zaraz ci pomożemy... a wtedy dostaniesz szlaban za idiotyzm po ojcu-warknął ostatnie zdanie.
-Nie...chce...litości-wyszeptała
-To nie litość idiotko,gdybyś nie sknociła tego eliksiru to nic by się nie stało!-Syknął w jej stronę
-Za-za-Zabini...Legilimencja...Wspomnienie...-szeptała ale Snape nic nie rozumiał...chwila... Zabini,Legilimencja,Wspomnienie.
-Zabini widział jakieś twoje wspomnienie?
-T-tak-wychrypiała
-Severusie odsuń się-powiedziała pani Pomfrey która przed chwilą weszła-Słodki Merlinie...co ci się stało drogie dziecko?-zapytała i zabrała się do pracy,rzuciła kilka zaklęć i podała eliksiry.
-Drogie dziecko z nogą nic ci się wielkiego nie stało tak samo z ręką ale na brzuchu przez mniesiąc będziesz musiała nosić bandarz i zmieniać go co dwa dni oczywiście dostaniesz maść i co wieczór ktoś będzie musiał ci przed założeniem bandarza nasmarować brzuch i plecy.
-A dlaczego nie mogę sama?-zapytała z nutką goryczy w głosie. 
No bo kto jej będzie aplikować tą maść skoro nie ma przyjaciół ani dobrych znajomych jest sama a do wujka nie będzie się wybierać co dwa dni.
-Bo ta maść nie może być nakładana przez osobę na którą się ją nakłada.Przecież poprosisz przyjaciół to ci pomogą-powiedziała z uśmiechem.
-Poradzę sobie sama-warknęła wstając.
-Nie możesz!-krzyknęła pielęgniarka a dziewczyna zaśmiała się gorzko 
-To niech pani zwolni mnie na miesiąc ze szkoły wyśle do mojego wujka i puźniej nadrabia ten miesiąc nieobecności!-syknęła w jej stronę
-Przyjaciele ci pomogą-W oczach dziewczyny zapłonęła furia.
-Nie mam i nie potrzebuję żadnych zapchlonych przyjaciół przez połowę mojego życia radziłam sobie sama!-Krzyknęła i zaczęła odchodzić gdy ktoś złapał ją za rękę.
-Pomogę ci w końcu to przezemnie oberwałaś-powiedziała Granger 
-Nie.Wybuch to moja wina bo to był mój eliksir-Oznajmiłam chłodnym tonem.
-Ale Zabini...
-Zabini dostanie za swoje jeszcze dziś odwiozą go do Munga-warknęła-Już ja pokażę temu szczurowi gdzie jego miejsce.
-Hermiona ma rację pomożemy ci sama nie dasz rady...inaczej...dałabyś ale nie możesz.-Oznajmił Potter znikąd się pojawiając.
-Chcecie pomóc Ślizgonce,Samotnikowi,"Kobiecej wersii Snapa"?Wy dwie trzecie świętej trójcy?-Zapytała i spojrzała w stronę klasy Eliksirów stał tam Snape.-On wam kazał-powiedziała cicho i uśmiechnęła się gorzko-A jakże by inaczej wiedziałam że nadzieja to idiotyzm i teraz się o tym przekonałam.-Powiedziała i poszła do lochów do pokoju Prefekt Naczelnej.
Siedziała ze szklaneczką ognistej na kanapie przed kominkiem gdy usłyszała pukanie.
-Proszę-powiedziała przybierając chłodną maskę obojętności.
-Proszę proszę a co tu się dzieję...
-...Prefekt Naczelna Slytherinu pijąca Ognistą Whisky?-Zapytali na zmianę Fred i Georg Weasley
-O co chodzi?-Zapytała patrząc na nich.
-Tam na korytarzu trwa pojedynek.-powiedział Fred
-Kto?-zapytała dziewczyna
-Zabini i Malfoy-Dziewczynę zalała furia 
-Zabini-wysyczała-Prowadźcie
Gdy dotarli na miejsce Malfoy krzyczał.
-Jak mogłeś zajrzeć jej we wspomnienia!?Przez ciebie mogła zginąć!Specjalnie ją 
zdekoncentrowałeś-w tym momęcie zaklęcia ustały a ona weszła pomiędzi nich
-Malfoy idź po Snapa-powiedziała rzeczowym tonem.
-Ale...
-Idź.Po.Snapa-syknęła przez zęby.
Chłopak zniknął za rogiem a ona obruciła się w stronę Zabiniego i uderzyła go z pięści w twarz tak mocno że ten się przewrócił.
-Ani.Mi.Sie.Waż.Powiedzieć.O.Tym.Wspomnieniu.Komukolwiek.Bo na Salazara,Rovene,Godryka i Helgę przysięgam że będziesz cierpiał i nawet tortury Voldemorta to będzie przy mnie łaskotanie.-Wysyczała do niego.
-White nawet niewiesz jak twoja matka krzyczała pod Crucio.-Zaśmiał się Zabini.-Widziałem w twoim wspomnieniu co twój ojciec z tobą robił i słyszałem twój krzyk!-Krzyknął a w dziewczynie się zagotowało.Fred i Georg w ostatniej chwili ją złapali żeby się nie rzuciła na Zabiniego.
-Jesteś ścierwem nic nie wartą półkrwi szmatą.Wiesz dlaczego jesteś sama?Dlaczego nikt się z tobą nie przyjaźni?Bo nikt normalny się z takim czymś jak ty nie zadaje!-Mówił Zbini.-Jesteś niczym wiesz dlaczego twoi starzy zostali zabici?Bo twoja matka nie wykonała zadania zleconego przez Czarnego Pana.-zaśmiał się.
-Nie jestem taka jak ona!Ja nie mam i nie miałam rodziców!Nie jestem do nich podobna!-Pierwszy raz w życiu ktoś widział jej łzy.
Zazwyczaj chowane teraz spływały po jej policzkach
-Nie jestem...-dziewczyna osunęła się na kolana po to by po chwili stanąć na równych nogach i z determinacją powiedzieć.
-Masz rację Zabini,nie jestem nic warta,jestem ścierwem nie powinnam istnieć-powiedziała-Więc jeśli pozwolisz idę teraz skoczyć z wierzy-Oświadczyła i pobiegła na wierzę.
-White!Czekaj!-Krzyknął Fred-Georg weź Zabiniego do Snapa i powiedz Snapowi gdzie ona pobiegła.-Krzyknął jeszcze i pobiegł za dziewczyną zmieniając się w pantere (forma animagiczna).
Dziewczyna stała na krawędzi wierzy.
-Przepraszam wujku ja już dłużej tak nie mogę-powiedziała i puściła się barierki.Zamknęła oczy i czekała na śmierć.

1 komentarz:

  1. Lubię wszystkie opowiadania, które coś cokolwiek mają wspólnego z HP ;)
    Końcówka wow trzyma w napięciu :D

    Pozdrawiam !

    Grangervelsnape.blog.pl

    OdpowiedzUsuń