sobota, 19 września 2015

Rozdział 3 "Cień"


W gabinecie Mistrza Eliksirów.
-Draco...wiesz może o czym krzyczała White?-Zapytał Snape.
-Nie ale wiesz co przykuło moją uwagę?-Zapytał Malfoy.
-Mów-oznajmił.
-"Mam dostać zadanie w sobotę na zebraniu"-Oznajmił spokojnie.
-Myślisz że...
-...ona jest śmierciożerczynią-dokończył.
-Idź po nią-syknął czarnooki.

Tymczasem Patrycja  upijała się Whisky.Właśnie zaczynała drugą butelkę gdy do pokoju wszedł Draco.
-White?-Zdziwił się widząc ją pijaną.
-Czego-Warknęła.
-Idziesz ze mną do Snapa.
-Nigdzie nie idę-Warknęła.
-Założymy się-Sykną,podszedł do niej,odłożył butelkę z Whisky i wziął ją na ręce.
-Draconie Malfoyu puść mnie do cholery!-warczała na niego.
-Nie-po tym jednym słowie nie mówiła już nic obrażona.

Gdy weszli do gabinetu Snapa Draco postawił obrażoną dziewczynę na ziemi.
-Czego chcecie-warknęła ledwo stojąc na równych nogach.
-Pokaż lewe ramie-powiedział Draco.
Dziewczyna wyprostowała się jak struna i poczuła się jakby ktoś podał jej Eliksir Otrzeźwiający.
-Po co?-Zapytała głupio.
-Pokaż-Warknął Mistrz Eliksirów
-Nie mam najmniejszego zamiaru-uniosła dumnie głowę.
Przecież Snape pozna zaklęcia maskujące-myślała Patrycja.
-Draco-powiedział Snape pokazując głową na dziewczynę.
Malfoy złapał ją za lewe ramię i podniósł rękaw.
-Nic nie ma-zdziwił się.
Snape spojrzał White w oczy.Mężczyzna podszedł do dziewczyny machnął różdżką a na jej ramieniu pojawił się Mroczny Znak.
-Nie powiecie mi że wy takiego nie macie-warknęła unosząc dumnie głowę.
-Jak to się stało że cię nie widzieliśmy?-Zdziwił się Draco.
-Bo wy jesteście w Wewnętrznym Kręgu a ja jestem w grupie Cieni-Oznajmiła.
-Kim są Cienie?-Zdziwił się chłopak
-Cienie to szpiedzy doskonali od najmłodszych lat są szkoleni jak się pojedynkować,wtopić w tło, po prostu być jak Cienie.Uczeni są jak zabijać po cichu...Ubierają się w czarne długie szaty.To mordercy w najgorszym stopniu,najpierw zabijają rodzinę (torturując ją) tego który ma zginąć a dopiero później zabijają w męczarniach jego czy ją-powiedział Mistrz Eliksirów-Dziwi mnie jednak że ktoś tak niewinnie wyglądający może zrobić tyle krzywdy-dokończył.
-Jestem w tym najlepsza-powiedziała (choć w środku miała ochotę wyć z bólu...tak z bólu...najgorsza prawda zawsze boli) i uśmiechnęła się perfidnie-Chcieliście tylko zobaczyć Znak czy coś jeszcze chcecie?
-To wszystko-oznajmił Mistrz Eliksirów.

Wyszła z gabinetu i pobiegła na błonia.Stanęła na końcu pomostu.
-Dlaczego zawsze ja muszę mieć to chore nieszczęście!Jeszcze jutro dowiem się o kolejnej misji no po prostu zajebiście!-Krzyczała potem spojrzała przed siebie-Tego chciałaś zostawiając mnie z nim?!Tak miało być?!Tego chciałaś?!Zostawiłaś mnie choć wiedziałaś co on ze mnie zrobi!Nienawidzę cię Mamo!Wolałaś uciec od Ojca zostawiając mnie z nim!Nienawidzę cię bo doskonale wiedziałaś co ze mnie zrobi ale nie uchroniłaś mnie od tego!-Krzyczała.Zawsze zakładała zaklęcia wyciszające tak że słyszano ją tylko z dziesięciu metrów i zawsze to robiła,zawsze w tym miejscu patrząc w dal.Zawsze miała nadzieję że jej matka pomoże jej z tym całym złem czy choćby usłyszy to co krzyczy-Nie chcę już służyć Czarnemu Panu chcę wolności!Nie chcę być Cieniem!Ale co cię to obchodzi!Co cię obchodzi że muszę udawać!Przed całym Hogwartem roześmianą ślizgonkę a przed Voldemortem bezwzględnego,bezdusznego POTWORA!-Zwinęła się w kłębek i płakała.
Nie mogła wiedzieć że Draco słyszał wszystko co wykrzyczała.
Dziewczyna zasnęła po pół godziny.
Draco podszedł do White i wziął ją na ręce.
Zaniosę ją do mojego pokoju prefekta-pomyślał-narazie nie powiem nic Snapowi o tym co krzyczała-z takimi myślami położył dziewczynę na łóżku a sam poszedł spać na kanapę.

Patrycja otworzyła oczy i podniosła się tak że teraz siedziała.
-Cholera gdzie ja jestem-szepnęła jeszcze nie kontaktując-Przecież powinnam się obudzić na błoniach-powiedziała i wstała.
Podeszła do drzwi i zobaczyła Dracona Malfoya śpiącego na kanapie.
Wygląda tak bezbronnie-pomyślała-Tak łatwo byłoby go teraz zabić-usłyszała cichy głosik w głowie.
-Cholera-mruknęła
Coraz częściej moje alter ego Cienia się odzywa-pomyślała
-To się wkońcu musiało odbić na psychice-szepnęła do siebie.
Dziewczyna podeszła do chłopaka i powiedziała.
-Draco...wstawaj
-Jeszcze pięć minut-mruknął na co dziewczyna się zaśmiała.
-Spróbujemy z innej strony-powiedziała schyliła się i...
-Dracusiu wstawaj kochanie-powiedziała mu do ucha imitując głos Parkinson.
Malfoy podniósł się jak oparzony.
-Co jest kurwa?!-Krzyknął i spojrzał na zwijającą się ze śmiechu dziewczynę.
-White co to było do cholery?-Zapytał.
-Pobudka-Zaśmiała się.
-Ha ha ha-ironizował-Bardzo śmieszne-warknął
-Dobra a teraz inaczej...Jak się tutaj znalazłam?-zapytała już spokojnie.
-Przyniosłem cię tutaj z błoni-Powiedział pewnie a White mina zrzedła.
-Że jak?-warknęła-Kiedy mnie znalazłeś?
-Gdy już spałaś-skłamał Draco
Dziewczyna spojrzała na niego podejrzliwie i wyszła trzaskając drzwiami.




#Co wy o tym myślicie ;) Mam wenę x3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz