czwartek, 8 października 2015
Rozdział 6 "Cień"
-Co!?-Ryknęła Shadow.
-Teraz to ja mam władzę-Zaśmiała się szyderczo Patrycja.
-Spryciara-Zaśmiał się Potter.
-W końcu jestem ślizgonką-Uśmiechnęła się do chłopaka.
-Co ze mną zrobisz?-Warknęła Shadow.
-Hmm...Pomyślmy...Znajdź moją matkę-Powiedziała
-Ale jak?!-Ryknęła Shadow.
-Myśl...Masz na to tydzień inaczej znów cię uwiężę...A spróbuj coś spieprzyć to pożałujesz-Syknęła Patrycja.
-Co miałabym spieprzyć!-Rozwścieczyła się Shadow.
-Nie waż się pisnąć ani słówka Voldemortowi czy komuś innemu!Masz tylko znaleźć moją matkę!-Warknęła dziewczyna-A teraz idź.
Gdy Shadow wyszła dziewczyna wypuściła ze świstem powietrze.
-Myślałam że będzie się opierać czy coś?-Powiedziała Granger
-Ja też-wyznała szczerze Patrycja.
-Jak myślisz ona znajdzie twoją matkę?-Zapytał Potter.
-Nie wiem Harry...Ja jej nie znalazłam może jej się uda-Powiedziała smutno
-Więc...może chodźmy już spać jest już późno-Powiedział Ron
-Która?-Powiedziała i spojrzała na swój zegarek-O cholera!Snape mnie zabije...ma dzisiaj patrol-Jęknęła dziewczyna żałośnie na co wszyscy się zaśmiali.
-Dobra idę.Narazie-Powiedziała i wybiegła z pokoju nakładając zaklęcie kameleona na siebie.
Miała jeszcze sto metrów do wejścia Slytherinu gdy zza zakrętu wyłoniła się postać Snapa.
Dziewczyna odsunęła się do ściany i próbowała być cicho.
W momencie gdy Snape ją mijał zatrzymał się i odwrócił w jej stronę patrząc dokładnie w jej oczy.
~Jasna Cholera!Zauważył mnie-Warknęła w myślach.
-Zdejmij to głupie zaklęcie White-Jak powiedział tak zrobiła-Następnym razem gdy będziesz chciała się schować nie używaj tak mocnych perfum-Patrycja pierwszy raz odkąd pamięta zarumieniła się wściekle i spuściła głowę-Nie masz mi nic do powiedzenia?
-Ja...
-Szlaban w tę sobotę o 18 u mnie w gabinecie-warknął-A teraz odejdź-Powiedział i odszedł.
Patrycja wróciła do pokoju i zasnęła.
Gdy w sobotę o siedemnastej dziewczyna siedziała w pokoju miała mieszane uczucia.
-Ciekawe co będę robić-myślała na głos.
O osiemnastej pięćdziesiąt dziewięć dziewczyna zapukała w drzwi gabinetu i słysząc chłodne "Wejść" uczyniła to.
-Dobry wieczór profesorze-Powiedziała
-Dla kogo dobry dla tego dobry-warknął-Siadaj
Usiadła i spojrzała na niego.
Dziewczyna zaczęła dostrzegać że jej profesor jest na swój mroczny sposób przystojny.
Najbardziej podobały jej się jego oczy takie czarne bezdenne.
Kiedyś usłyszała że ktoś powiedział żeby nie kochać za urodę bo ona przemija,trzeba zakochać się w oczach bo one zawsze pozostają takie same.Jej profesor nie był ''Przystojniakiem'' ale był na swój sposób pociągający.
~Cholera o czym ja myślę?!-Warknęła w myślach.
-I jaka ocena?-Zakpił Snape.
-Ha ha ha bardzo śmieszne profesorze-Zironizowała dziewczyna-Co mam zrobić?
-Tam za drzwiami są kociołki które musisz wyczyścić-Wskazał na drzwi po jej prawej stronie,skrzywiła się i ruszyła w stronę drzwi-Różdżka White-warknął.
Dziewczyna spojrzała na niego a przez jej twarz przeszedł cień strachu,nienawidziła rozstawać się ze swoją różdżką,wprawdzie umiała kilka zaklęć bez niej ale to były proste zaklęcia jak Accio.
Przełamała się i wyjęła zza paska od Jeansów swoją różdżkę.
(Jej różdżka składała się z :-rdzeń to włókno ze smoczego serca-długość 10 cali,-Cis (http://pl.harrypotter.wikia.com/wiki/Cis))
Nigdy nie lubiła się nią chwalić ale cóż...
Położyła ją na biurku i spojrzała na nią jeszcze raz,podniosła wzrok i napotkała pytający wzrok Snapa.
-Powiesz mi coś o twojej różdżce?-Zapytał
Prychnęła ale odpowiedziała.
-Włókno ze smoczego serca,10 cali,Cis-Odpowiedziała.
-Idealnie pasuje do ciebie i twojej roli Cienia-Powiedział zgryźliwie-Twoja różdżka odzwierciedla ciebie...Włókno ze smoczego serca...Wielka moc,szybko się uczysz...Cis...tak jak on masz mroczną i przerażającą reputację,jeśli chodzi o pojedynki i wszystkie rodzaje przekleństw.
-Tak ma pan racje...-zbyła go-...mogę już brać się do roboty?
-Tak-mruknął i patrzył jak dziewczyna odchodzi.
Miała na sobie czarną bluzkę na ramiączkach,jasne jeansy i czarne trampki.
-Zajebiście się ubrałam wiedząc co będę robić nie ma co-Warknęła cicho do siebie.
-Minus pięć punktów od Slytherinu-usłyszała głos za sobą.
Dziewczyna odwracając się nie zauważyła że jej koszulka z prawej strony nieco się podwinęła i teraz nauczyciel miał świetny widok na kawałek jej tatuażu.
-Co tam masz?-Zapytał wskazując głową na kawałek jej tatuażu.
Dziewczyna zakryła tatuaż i wróciła do szorowania kociołków.
-Zapytałem o coś-warknął opierając się nonszalancko o framugę drzwi.
-Nie zbyje pana milczeniem?-zirytowała się.
-Nie-odpowiedział.
-Mam go od dwóch miesięcy-Powiedziała-W sensie...tatuaż-powiedziała wstała i podwinęła bluzkę na prawym boku,na jej skórze widniał czarny napis "Umiesz liczyć?Licz na siebie".
-Dlaczego taki?-Zdziwił się.
-To moje motto życiowe.Nigdy nie mogłam na nikogo liczyć...mam jeszcze jeden-powiedziała,i podciągnęła na brzuchu lekko bluzkę,dokładnie w miejscu gdzie centymetr niżej była linia spodni,na jej delikatnej skórze widniał napis "Odwaga to nie brak strachu,ale panowanie nad nim",już miała ściągać bluzkę gdy Snape wyczuł delikatną nutkę zaklęć.
-Masz jakiś jeszcze tatuaż?-Zapytał,widział jak dziewczyna się spina lecz nie odpowiada-Masz?-Zapytał z naciskiem-White!-Warknął.
-No już dobrze,dobrze!Mam i co z tego-Powiedziała i zaklęciem Niewerbalnym usunęła zaklęcia kamuflujące.
Dziewczyna zaczęła ściągać koszulkę.
-White!Co robisz idiotko!-Warknął zszokowany Snape.
-Chciał pan wiedzieć-Warknęła i rzucając bluzkę na ziemię i zostając w samym sportowym czarnym staniku odwróciła się do nauczyciela plecami.
Na jej plecach był tylko jeden tatuaż był to czarny napis na linii spodni "Wataha" a nad nim samotny wilk stojący z dumnie uniesioną głową a nad nim były napisy najpierw "Są tacy którym z zasady ręki nie podaje"potem"Wolałabym umrzeć niż zdradzić przyjaciół" pod nim był napis jakby pisany nożem "Tyle że ty nie masz przyjaciół".
Dziewczyna po chwili założyła bluzkę i wyszła z pomieszczenia.
Zabrała różdżkę ze stolika i ruszyła w stronę drzwi rzucając po drodze zaklęcie maskujące na Mroczny Znak i na tatuaż na plecach,lecz zatrzymał ją głos profesora.
-Siadaj-Warknął.
Dziewczyna prowadzona dziwnym odruchem spełniła rozkaz.
-Co to miało znaczyć?!
-Tatuaż zrobiłam jakieś trzy lata temu...Kiedyś gdy ojciec uczył mnie pojedynkować się rozciął mi bluzkę na plecach...gdy zobaczył że mam tatuaż wściekł się...Chwycił nóż,związał mnie silnym zaklęciem i dopisał pod tekstem "Wolałabym umrzeć niż zdradzić przyjaciół" właśnie "Tyle że ty nie masz przyjaciół".Przeklęty nóż nie był zwykły,to nóż rodziny Whitów,jest obrzucony wieloma zaklęciami a jednym z nich jest zaklęcie które powoduje że wypowiadając odpowiednie hasło nóż robi się cholernie gorący...-Zacisnęła zęby-...Krzyczałam...najgorsze było to że sukinsyn pisał wolno,na tyle wolno że byłam wykończona gdy skończył,nie byłam w stanie nawet stać ale on powiedział że teraz będziemy dalej ćwiczyć pojedynki,chyba wyobraża sobie pan że kompletnie wykończona nawet nie miałam sił się bronić-Prychnęła wściekła po czym uśmiechnęła się wrednie-Ale oberwał później za swoje-Zaśmiała się okrutnie-Och cóż to była za radość widzieć go wijącego się pod Crucio-Spojrzała na Snapa oczami pełnymi bólu-Niestety po tym dostałam za swoje.
-Co zrobił twój ojciec?-Spytał nauczyciel wściekły a zarazem zdumiony przeszłością dziewczyny.
-Gdy tylko otrząsnął się z bólu zwołał kilku kolegów,którzy mieli nauczyć mnie pokory i szacunku-prychnęła i zaśmiała się-Jedyny plus tamtej sytuacji był taki że dowiedziałam się że umiem bardzo szybko biegać...minus mojej ucieczki był taki że dowiedziałam się że nie jestem długo dystansowcem-Spojrzała na coś ponad ramieniem profesora-Złapali mnie...dobiegłam do klifu,miałam wybór,walczyć z trzema śmierciożercami w tym z ojcem lub skoczyć...Co by pan wybrał?
Snape zastanowił się chwilę i odpowiedział.
-Gdybym wiedział że są odemnie lepsi...skoczyłbym
-Myślimy podobnie...lecz ja wybrałam walkę...Walczyłam z nimi,aż stało się coś dziwnego,jeden z nich pojawił się za mną,usłyszałam tylko jak szepnął "Skacz".Coś mnie tknęło i skoczyłam z klifu ostatnie co widziałam to oczy tego mężczyzny który kazał mi skoczyć...Nigdy nie zapomnę tych oczu...Ciemne zielone oczy nie raz jeszcze prześladowały mnie w snach...To było dziwne aż któregoś razu widziałam go na zebraniu cieni.
Zdziwiło mnie to ale okazało się że ten facet ma nas uczyć...Nazywał się Regulus Black.
Krew mnie zalała jak gość bez uprzedzenia rzucił we mnie Sectumsemprą no myślałam że go zabije...Rzuciłam na niego Crucio którego uniknął z taką gracją o jaką bym go nie podejrzewała.Zaczęła się walka...przegrałam...posłał mnie na ścianę z taką łatwością-Zacisnęła zęby-Spojrzałam w jego zielone oczy słysząc trzask łamiących się kości,był na tyle wściekły na mnie że dopiero słysząc ten dźwięk podbiegł do mnie i uchronił przed upadkiem...Zamknęłam oczy czekając na śmierć...Znalazłam się na jakiejś polanie rozejrzałam się dookoła i wie pan co zobaczyłam?-Zapytała nauczyciela.
-Co?-Zapytał zaintrygowany Snape.
-Zobaczyłam wszystkich tych których zabiłam,widziałam ich zmasakrowane ciała i usłyszałam zimny głos za sobą,odwróciłam się i ujrzałam...Pana-ostatnie słowo powiedziała cicho-...Patrzył pan na mnie z wyżutem,powiedział pan wtedy do mnie że nie zasługuje nawet na piekło,że jestem nic nie warta.Wtedy pojawił się mój ojciec,stanął koło pana i spojrzał na mnie krytycznie mówiąc "Możesz wrócić do mnie lub możesz zostać tu i męczyć się przez wieczność".Spojrzałam na tych wszystkich ludzi a potem na ojca,wszystko we mnie krzyczało żebym wróciła do ojca ale ja wtedy wyprostowałam się dumnie i powiedziałam "Wolę być tu przez wieczność niż z tobą przez jeszcze choćby jeden dzień".Wściekł się i to jak jasna cholera,pstryknął palcami i pojawiło się wielu ludzi:
Profesor McGonagall,Dyrektor Dumbledor,Złota Trójca i Cały Zakon Feniksa.Lecz nikt się nie odezwał.Dopóki moja ręka jakby sama z siebie nie wymierzyła w Panią profesor potem Dumbledora i resztę...To było istne szaleństwo...wszyscy padali od Avady,gdy został tylko pan ja...podniosłam różdżkę ale nie wypowiedziałam zaklęcia...obudziłam się...Był tam...Black próbował uratować moje życie...Może pomyśli pan że jestem idiotką ale w tamtym momencie wybiegłam z pomieszczenie i teleportowałam się do szkoły.
Od tamtego czasu nie widziałam Blacka-Dziewczyna spojrzała na swoje profesora i powiedziała-Ja już powinnam iść...Przepraszam za zanudzanie profesorze Snape do widzenia.
-Do widzenia White-powiedział.
Dziewczyna nie zdążyła nawet wejść do PW gdy poczuła Mroczny Znak.
Szybko ubrała szatę cienia i wyszła na błonia skąd teleportowała się do siedziby Czarnego Pana.
Stanęła przed obliczem pana i uklęknęła.
-Witaj panie,czym mogę ci służyć?-Zapytała nie podnosząc się.
-Wstań i usiądź-wysyczał Voldemort.
-Słucham panie
-Jak ci idzie z rodzicami Granger?
-Panie zapewne wiesz że to trudne zadanie,a pogodzenie zadania z tym żeby ci głupcy z Zakonu się nie domyślili że jestem Cieniem wykracza za niemożliwe...lecz zrobię co rozkażesz panie-powiedziała z pokorą.
-Dobrze...Mam dla ciebie niespodziankę-Powiedział z wyraźnym zadowoleniem
~Co to może być do cholery?!-Warknęła w myślach.
-Regulusie pozwól-Powiedział a koło niego pojawił się Black.
Patrycja była zaskoczona lecz nie dała po sobie tego poznać.
-Regulus od teraz będzie cię uczył-powiedział Riddle.
-Panie przepraszam ale...że jak do cholery?!-Wybuchła-Ja z tym matołem nie będę pracować!-Warknęła zanim zdążyła pomyśleć do kogo mówi.
Miała ochotę strzelić się w pysk za to co zrobiła.
Lecz nie mogła dać poznać strachu...patrzyła tylko nienawistnie na Blacka.
-Znalazła się inteligentna-zakpił-Ciekaw jestem kim jesteś
~Nie poznał mnie?...No tak szata i maska-Pomyślała dziewczyna.
Patrycja zdjęła szatę i maskę zostając tylko w czarnych spodniach i koszulce na ramiączkach.
-Nie mów że mnie nie poznajesz Black!-Warknęła-O mało mnie ostatnio nie zabiłeś na treningu niemoto!Gdybyś nie zaatakował z zaskoczenia wygrała bym!
-Jesteś bezczelna!Nie rozwalaj mnie!Wygrała byś?! Dobre sobie!
-Skoro tak to walcz-Powiedziała i wyciągnęła różdżkę na co Black zrobił to samo.
-Spokój do cholery!-Krzyknął Voldemort-Regulusie będziesz jej opiekunem masz jej wszystkiego nauczyć!Jasne?!
-Tak panie-powiedział Regulus
-Jasne?!-Zwrócił się do White.
-Tak panie-powiedziała ubierając się w szatę i maskę.
-A teraz idźcie bo was przeklnę...-Warknął Riddle a do ich uszu doszło coś jakby "jak szczeniaki,ręce opadają".
Dziewczyna teleportowała się pod Hogwart a zaraz za nią Black.
-A ty czego tu?!-warknęła.
-Mam cię uczyć więc będę z tobą w dormitorium-powiedział lekko.
-No chyba cię popierdoliło!Przecież ja dzielę dormitorium z innymi dziewczynami!
-Dlatego pójdziesz teraz do Snapa i wymyślisz pretekst żebyś została Prefekt Naczelną-powiedział do niej jakby mówił o pogodzie.
Dziewczyna westchnęła teatralnie.
-No to chociaż nałóż na siebie zaklęcie kameleona-warknęła i ruszyła do gabinetu Mistrza Eliksirów.
Gdy tam doszła zapukała.
-Profesorze mam prośbę-powiedziała.
-Słucham-Severus zdziwił się widząc ją już poraz drugi tej nocy ale postanowił jej wysłuchać.
-Mam prośbę...Czy mogła bym zostać Prefekt Naczelną zamiast Malfoya...on ma dużo pracy...no wie pan Quiddith i te sprawy,a ja mam czas wolny więc mogę się tym zająć-powiedziała starając się jakoś oczami mu przekazać żeby czegoś nie palnął.
Snape spojrzał na nią i dzięki swoim wyczulonym zmysłom wyczuł że coś jest nie tak.
-Dobrze...idź do pana Malfoya i przekaż mu tę wiadomość,niech jeszcze dziś się przeniesie.
-Dziękuję profesorze-powiedziała i wyszła.
Skierowała swoje kroki do pokoju Prefekta Naczelnego i zapukała.
-Wejść-usłyszała.
-Siema Draco-uśmiechnęła się-Wiem jak ostatnio nażekasz na to że jesteś Naczelnym więc...od teraz ja nim będę-powiedziała uśmiechając się słodko.
-Co?-Zdziwił się.
-Nie cieszysz się?-zapytała z miną zbitego psa,ta scena była tak komiczna że opierający się o ścianę Black powstrzymywał się od śmiechu.
Draco podszedł do dziewczyny i okręcił w okół własnej osi.
-Oczywiście że się cieszę!Kocham cię mała!-Powiedział i dał jej całusa w policzek.
-No już,Draco-Zaśmiała się dziewczyna-Ale będziesz mnie tu odwiedzał?Ognista sama się nie wypije-powiedziała stojąc już na własnych nogach.
-Oczywiście-zaśmiał się-Mam dziś już sobie iść?
-Snape tak powiedział-spojrzała na niego smutno-Mówił że już późno więc lepiej żebyś już był w Pokoju Wspólnym.
-To ja idę się pakować-powiedział i skierował się do pokoju.
Wrócił po pięciu minutach.
-Gdzie masz walizkę?-Zdziwiła się.
-Zaklęcie zmniejszająco-zwiększające-Dziewczyna uderzyła się otwartą dłonią w czoło.
-To chyba przez tę godzinę-Mruknęła.
-Dobra idę mała do zobaczenia na śniadaniu-Powiedział i wyszedł.
Dziewczyna złożyła zaklęcia na drzwi i założyła maskę obojętności.
-Wyłaź Black i następnym razem staraj się nie dyszeć jakbyś maraton przebiegł!Byłam pewna że Malfoy cię odkryje-warknęła a dwa metry przed nią pojawił się Regulus.
-Ja.Nie.Dyszę!-Syknął w jej stronę,dziewczyna podeszła do niego i spojrzała mu w oczy.
-Nie.Tylko głęboko oddychasz!-Syknęła-I żebyś sobie nie myślał!Wygrała bym ten pojedynek.
-Chyba śnisz słońce-powiedział.
Dziewczyna czuła jego oddech na swoich ustach.
Pokręciła głową i wyjęła różdżkę.Przywołała wszystkie swoje rzeczy i rozłożyła je w swoim nowym pokoju.Rozejrzała się po pokoju.
-Hmm zmienimy trochę styl-mruknęła do siebie.
Zmieniła swoje ubrania w odsłaniający brzuch top i spodenki do kolan tego samego koloru.
Wypowiedziała zaklęcie i zmieniła kolor ścian na granatowy,łóżko i dywan zmieniła na kolor czarny.Wyczarowała małą biblioteczkę,barek,biurko i szafę koloru czarnego.
Uzupełniła biblioteczkę książkami,barek alkoholem,biurko pergaminami i kałamażami a szafę ubraniami.
Spojrzała na efekt swojej pracy i musiała przyznać że wyszło świetnie podobnie urządziła salon,łazienkę i ich własną małą kuchnię.
Gdy Regulus zobaczył to wszystko aż gwizdnął z podziwu.
-Masz talent dziewczyno-powiedział z podziwem w głosie.
-Dzięki jesteś drugi który widzi moje prace-powiedziała-Chcesz Whisky?
-Oczywiście-powiedział uśmiechając się przymilnie.
-Mina szczeniaka na mnie niedziała-powiedziała siadając obok Regulusa na kanapie i podając mu szklankę.
-Kto jeszcze widział twoje prace?
-Draco-zaśmiała się-Oj dowiedział się o nich w bardzo zabawny sposób
-Jaki?
-Kiedyś wkurzył mnie niesamowicie i przemalowałam mu wszystko..na wściekle różowy kolor-Jakie było jego zdziwienie gdy obudził się z różowymi włosami i w różowych bokserkach w misie-Zaśmiała się-Śmiałam się wtedy leżąc na jego podłodze...powiedział mi później że gdy mnie zobaczył cała złość na mnie wyparowała z niego...powiedział że leżąc tak na podłodze w czarnych ubraniach wyglądałam jak Upadły Anioł.
-Co mu na to powiedziałaś?
-Że nie mogę być aniołem.
-Dlaczego?-Zdziwił się Black
-On też się o to spytał...Odpowiedziałam mu wtedy że Anioły mają skrzydła...mnie moje odcięto zaraz po urodzeniu-Powiedziała-Anioły pomagają,nie zabijają są dobre-pokręciła głową i wypiła jednym łykiem całą zawartość swojej szklanki.
-Zakochałaś się kiedyś?-Wypalił
Spojrzała na niego zdziwiona ale odpowiedziała.
-Tak
-Kto to był?
-Miał na imię Natan,był wysokim niebieskookim blondynem.Był mugolakiem.To było dokładnie rok temu.:
Niebieskooka blondynka szła właśnie na lekcję eliksirów gdy na kogoś wpadła.
-Przepraszam-powiedziała odruchowo spojrzała na niebieskookiego blondyna który pomógł jej wstać.
-My się chyba nie znamy-Powiedział-Natan jestem.
-Patrycja-odpowiedziała dziewczyna.
-Nie mogłem cię wcześniej znać...
-Dlaczego?
-Nie zapomniał bym tak pięknych oczu-dziewczyna zarumieniła się-Może w ramach rewanżu zaproszę cię do Hogsmade?
-Dobrze.
Dziewczyna spotykała się z nim od miesiąca i czuła że nie mogła by bez niego żyć.
Było pięknie aż do pewnego dnia.Patrycja całowała się z Natanem na jego łóżku.
-Kocham cię-powiedziała do niego.
-Jesteś taka piękna-mruczał jej do ucha.
Tej nocy Patrycja przeżyła swój pierwszy raz i zasnęła w ramionach ukochanego.
Rano obudziła się bez Natana wstała ubrała się i poszła go szukać.
Był w łazience i mył twarz.
-Cześć kochanie-zamruczała mu do ucha dziewczyna.
-Jeszcze tu jesteś?-Patrycję zdziwiło to zdanie
-Ale...jakto?
-Byłaś tylko panienką na jedną noc wypad stąd-Serce dziewczyny rozpadło się na kawałki.
Podeszła do niego i strzeliła go w twarz.
-Ty sukinsynu!Kochałam cię!-Krzyczała i płakała na przemian.
-Ale ja ciebie nie-Powiedział lekko.
Dziewczyna wybiegła z pokoju chłopaka.
-Myślałam że zabije tego debila-Dziewczyna skończyła opowiadać i spojrzała na kompletnie zszokowanego Blacka-Jestem beznadziejna-jęknęła.
-Jak ten...Natan miał na nazwisko?-syknął Regulus.
-Shmith
-No to będę go miał na celowniku.
-Nie musisz
-Jak to?
-Grób będziesz śledził?Gdy Czarny Pan się o tym dowiedział kazał mi zabić tego gościa.
#A oto i wystrój wnętrz ;).Czekam na komentarze bo karmią wenę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




Dobrze piszesz ;-) Czekam na dalsze opowiadanka :-*
OdpowiedzUsuń